560. świece na wietrze

„Ciekawa jestem, co ze mnie wyrośnie (śmiech). Nigdy nie wiesz, co cię w życiu spotka. Dziś jestem szczęśliwa, mam fajnego faceta, mężczyźni się za mną oglądają, dużo gram, ale za chwilę wszystko może się zawalić i będę palce gryźć. Boję się trochę tej starości. Boję się umierania… Bardzo się boję. Wiem, że śmierć jest nieunikniona, całe życie się z nią oswajamy. Ale może dlatego, że mam rodzinę, nie potrafię pogodzić się z myślą, że ktoś będzie po mnie płakał. Ja umieram i mam święty spokój, ale po mnie zostaje żal matki czy rozpacz dziecka. To jest irracjonalne, ale często myślę o tym, jak bardzo skaleczyłabym swoje dzieci, gdybym przedwcześnie umarła. One już nigdy nie byłyby tymi samymi beztroskimi, pogodnymi dziećmi co teraz. Czuję się wtedy strasznie. Dlatego w skrytości liczę na to, że zostanę leciwą babcią wielkiej rodziny, choleryczną i temperamentną, ale też pogodną i rezolutną, która wszystkim pomaga, opiekuje się wszystkimi i ich wspiera.”

/Anna Przybylska/

Nie chcę pisać kondolencji. Nie będę zapalał wirtualnych świeczek. Ciężko mi było zasnąć w nocy, kiedy w radiowej Trójce usłyszałem wczoraj, że Anka zmarła. Dziewczyna z mojego roku. Zawsze powtarzałem, że rocznik ’78 jest najlepszy…

…obym zdania w tej kwestii nigdy nie zmienił.

„Bóg widzi śmieć inaczej niż my. My widzimy ją jako ciemny mur, Bóg jako bramę.”